skazani na bluesa od 35 lat - ŚGB, folwark stara winiarnia
7 02 2010Cel: Mszana Dolna
Motyw: koncert Śląskiej Grupy Bluesowej
Krótka burza mózgów gdyż czas działał na naszą niekorzyść. Analiza danych, rachunek zysków i strat, weryfikacja warunków atmosferycznych, lista rzeczy do zabrania:
- aparat - jest
- pamięć - jest
- GPS - jest
- nastrój - jest
- auto - …. jest - ufff
Szybka diecezja: Bilans +5 do koncertu. Wynik pozytywny - jedziemy!
18:45 wyjazd z Krakowa, bo zumi.pl powiedziało że podróż potrwa 1H17 wcześniej wywiad telefoniczny, bo w Folwarku nigdy nie byłem… nie wiedziałem jak wiele ludzi przychodzi/przyjeżdża na koncerty, czy konieczna jest rezerwacja, ile wjazd, czy tamtejsza parafia udziela sakramentu kapłaństwa. Tyle niewiadomych a czas goni… Udało się zarezerwować stolik a wjazd 30 PLN/os. Spokojnie tylko spokojnie. Już na wstępie 5 minut spóźnienia, na szczęście GPS skorygował zumiego twierdząc, że w takiej konfiguracji (marny kierowca + dobry samochód) będziemy tam z godzinę. Okej luz. Wszystko szło ok do jakichś 13 km przed Mszaną gdy nagle GPS na swej mapce pokazał, że jesteśmy w szczerym polu i w zasadzie jedziemy po uprawie kukurydzy. Nic, blank, czarna d…a. Spoko nie tracić zimnej krwi. 15 minut do godziny ZERO. Na szczęście w moim samochodzie są też mapy papierowe. Jest mapa Pragi tudzież przewodnik, o jest mapa polski - samochodowa. O i kolejna. Którą wybrać która okaże się niezawodna, bardziej dokładna… O tym dowiecie się w następnej części
<<<<<<<<<<<<<<<<<REKLAMA>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>REKLAMA<<<<<<<<<<<<<<<<<
<<<<<<<<<<<<<<<<<REKLAMA>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>REKLAMA<<<<<<<<<<<<<<<<<
Ok. Wybór padł na pierwsza z brzegu (znaczy ze schowka). Drżącymi rękami kumpel przeglądał kolejne centymetry mapy. Ja jechałem jak droga prowadziła, silnik mruczał równo, ogrzewanie działało. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Minęliśmy Pcim i to był ostatni znak jaki kojarzyłem z zumiego. Ocknęliśmy się gdzieś w miejscowości Naprawa. “Naprawa czego?” zapytał retorycznie kumpel. Nie odpowiedziałem na to pytanie choć serce podpowiadało odpowiedź. “Wiadomo, pytania retoryczne to te, na które nie udziela się odpowiedzi.” - szybko stłamsiłem wewnętrzny głos i skupiłem się na utrzymaniu wehikułu między odblaskami wbitymi w połać drogi przykrytej cienką kołdrą z wyschniętej soli niczym ciało kroplami wody tuż po wyjściu ze spienionego morza
. Czas płynął a z nim kilometry. Wskazówka na zegarze nieuchronnie zmierzała ku pełnej godzinie nie zważając na moje podświadome próby jej zatrzymania lub choćby spowolnienia. Z minuty na minutę sytuacja robiła się napięta niczym cięciwa w kuszy Wilhelma Tella przed zestrzeleniem jabłka z głowy swego syna Waltera. “Przejechaliśmy” - stwierdził naukowo kumpel - “teraz trzeba skręcić w lewo na Nowy Sącz”. “Za 100 metrów skręć w lewo” - przytaknął GPS, niczym zbudzony ze snu. Odzyskał już wiedzę na temat faktu że znajdujemy się na ubitym gruncie zwanym drogą. “Jest dobrze” - pomyślałem - “Jeśli się spóźnimy to niewiele. Na pewno jeszcze będą się stroić więc niewiele powinniśmy stracić.” Co pomyślałem za chwilę wyartykułowałem podnosząc nas na duchu. Po kolejnych kilku kilometrach drogi tak pofałdowanej jak cellulit na pośladkach, osiągnęliśmy cel. Teraz wystarczyło znaleźć Folwark. I tu GPS znowu się nie popisał wyprowadzając nas w tzw. “DEAD END”. Ale co to dla nas po tym co było wcześniej. Koniec końców dotarliśmy jakieś 15 minut po godzinie ZERO. Akurat na rozpoczęcie koncertu. A jaki był koncert ? O tym tuż po prezentacji zdjęć.
<<<<<<<<<<<<<<<<<ZDJĘCIA>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>ZDJĘCIA<<<<<<<<<<<<<<<<<
<<<<<<<<<<<<<<<<<ZDJĘCIA>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>ZDJĘCIA<<<<<<<<<<<<<<<<<
Koncert był, jak to mówią Anglicy, unfuckingbelivable! Zmiótł mnie, rozwalił. Początkowo myślałem (o ja naiwny), że to taki odpowiedni KGB. O w jakim ja błędzie, żyłem. Nie chce umniejszać osiągnięciom tych drugich co to to nie. Ale ŚGB dał niezłego czadu. W końcu już grają troszkę ze sobą. Troszkę ? Jakieś 35 lat. Może troszkę więcej. A w świadku bluesowym zna ich każdy. Ot choćby, Dżem, Cree, Hołdys, Dudek, Jakubowicz czy Mielczarek. Wystarczy ? Na ich stronie można posłuchać utworów. Poezja dla fanów bluesa. I to tego z dobrych czasów.
Zespół wystąpił w składzie:
- Jan Kyks Skrzek (wokal, klawisze, harminijka)
- Michał Gier Giercuszkiewicz (bębny)
- Leszek Winder (gitara)
- Mirosław Rzepa (gitara + bas)
- Agnieszka Łapka (wokal)
Więcej można poczyta tu. Uderzyło mnie ponadczasowe poczucie humoru Jaśka/Johnego (jak się określił) Skrzeka. Bardzo pozytywna postać zespołu. Każdy z nich mógłby dać oddzielny koncert z powodzeniem. I tutaj zauważyłem to na co zwróciłem uwagę opisując koncert VSPEED. Muzyczne improwizacje na bis wyglądały spójnie schodziły się w całość i brzmiały jak jedność. O to chodzi.
Oddzielny wątek chciałbym poświęcić wokalowi Agnieszki Łapki - zapowiedzianej na początku koncertu “niespodzianki”. Początkowo zaczęła jako chórek Janka. Aż się zacząłem zastanawiać czy aby nie “męczy się” zbytnio. Cicha, spokojna coś tam nucąca, nieprzeszkadzająca. Aż tu nagle zaczęła śpiewać:
“Natenczas Łapka ujęła na kablu zapięty
Swój mikrofon metalowy, czarny, krótki, fikuśnie wygięty
Jak zderzak od malucha, jednorącz do ust go przycisnęła,
Wydęła policzki jak banię, w oczach błyskiem zapłonęła…
I zaśpiewała..”
Mickiewicz też ze mnie marny. Ale jakżeż ona zaśpiewała, jaki dojrzały głos. A że jestem trochę czuły na kobiece wokale ten mnie powalił. Młoda kobieta, o dziewczęcych rysach z takim głosem. A zresztą tutaj jest próbka jej wokalu w innej obsadzie ale chodzi o wokal.
Piękny, nieprawdaż ? I choćby dlatego koncert był powalający.
A co z zespołem ?
“Lata płyną, a SGB z każdym rokiem nabiera nieprawdopodobnego wigoru.CI PANOWIE NIGDY NIE PRZEJDĄ NA EMERYTURĘ! Harmonijka nigdy nie trafi do szuflady, a klawiszy nie pokryje kurz. Struny nie popękają ze starości, a w ebnach nie zalęgną się myszy. - Bo muzyka to całe ICH życie, a instrumenty to ICH drugie serce.Skazani na bluesa - z tym przeznaczeniem żyją i tę misję wykonują NAJLEPIEJ na świecie.” - Czytamy na ich stronie.
I my nie damy im przerwać tego koncertu, który grają dla nas od kilkunastu lat. Bo prawdziwa muzyka to taką którą słyszysz nadal mimo że zespół skończył już koncert. I ja to słyszę nadal i wciąż. AMEN.
Errata:
“Quae sunt caesaris, caesari“.
Ponieważ nie daje mi spać fakt, że tak się przejechałem po KGB to musiałem to napisać. A jednak w części pierwszej “Antologii polskiego bluesa” to właśnie KGB znalazł się z kawałkiem “Jak zwał, tak zwał“ na 4.tym krążku pt. “Blues i okolice“. Tak więc birąc pod rozważanie że znaleźli się w tak doborowym towarzystwie jak : Gang Olsena, Tadeusz Pocieszyński i BluesMobile czy Kasa Chorych, nie powinienm był deprecjonować ich osiągnięć.


